Listen to music from stan_umyslu’s library (5 tracks played). Get your own music profile at Last.fm, the world’s largest social music platform.
Browse the top gorzki umyslu stan artists to find new music. Scrobble songs to get recommendations on tracks you'll love.
Książki Nauki społeczne i humanistyczne Psychologia. Stan umysłu pary. Psychoanalityczna terapia par. Autor: Morgan Mary. 4,4. ( 7) Promocja. 50,88 zł. 43,21 zł - najniższa cena z 30 dni przed obniżką.
Vay Tiền Nhanh. Polska tak wygląda: ścisłe powiązania między lokalną władzą a Kościołem, urzędnik mówiący na otwarciu mostu: „Jakże to pięknie, że most Świętej Kingi połączy rondo Błogosławionego Stanisława z rondem Jana Pawła II”. Gdzieś jest moment, kiedy zaczyna mdlić. [matyja] Co tydzień obchodzi się tu jakąś rocznicę z czasów zaborów, II wojny światowej albo PRL. Każdej z nich towarzyszy uroczystość, która prowokuje jakieś spory, a każdy spór zwraca ludzi przeciwko sobie, niweczy wzajemną życzliwość, wyczerpuje zasoby społecznej energii i odciąga ludzi od prawdziwych problemów. [davies] Co trzeba mieć w głowie, żeby na ulicy nosić bluzę „Fuck islam”, albo „Śmierć Wrogom Ojczyzny”? No kurwa? Ja rozumiem, że można mieć pewne poglądy, ale to jest śmieszne jeżeli jakiś 17-letni typek gówno o wie o historii, gówno wie o walce, gówno wie o powstaniu jakimkolwiek. Nosi to, by jakiś „kolorowy” myślał: „uważaj, bo Cię kopnę w ryj”. Bo to jest na tej zasadzie. A jakby przyszło co do czego, to pierwszy by spieprzał [paluszak] Patriotyzm to ostatnie schronienie łajdaków. Ludzie bez zasad moralnych owijają się zwykle sztandarem, a bękarty powołują się zawsze na czystość swojej rasy. Narodowa tożsamość to jedyne bogactwo biedaków, a poczucie tożsamości oparte jest na nienawiści – na nienawiści wobec tych, którzy są inni” [eco] Mój kraj przywykły do łomotu, do dziejowego wpierdolu, do krwiodawstwa, jak kania dżdżu wygląda masakry, czuwania, opłakiwania i funeberiów. A niech nas, kurwa, zabijają, żeby zapamiętali! Jak już niczego nie potrafimy, to się rzucimy pod pociąg dziejów, żeby choć na moment stanął, aż nasze krwawe ścierwo wydostaną i dopiero ruszą. A niech nas spalą w piwnicach miasta, żeby smród wsiąkł w mury na wieki. I niech nas zapomną w kanałach, żebyśmy gnili i gnili, i żeby potem musieli pić, pić i pić tę trupią wodę. Niech zapomną, ale tak, żeby pamiętali. [stasiuk] Nie wierzcie frustratom czy dewiantom psychicznym, którzy swoje problemy psychiczne odreagowują na narodzie. [bartoszewski] W jakim kraju żyjemy? W takim, w którym my, czyli prosty lud, nie do końca odróżniamy fikcję od rzeczywistości. Być może jest tak wszędzie na świecie. Bodaj u Cortázara trafiłem na opis demonstracji religijnej gdzieś w Meksyku: spotykają się dwie procesje, każda ze swoją figurą, a wokół transparenty, że, „Matka Boska z Loreto ma w dupie wszystkie inne Matki Boskie” [bukartyk] Gdyby IPN prowadził dochodzenie w sprawie Kany Galilejskiej, to niektórzy badacze by się koncentrowali nie tyle na samym cudzie, co na tym, dlaczego zabrakło wina, kto był odpowiedzialny za jego dostawę, który z Apostołów pił najwięcej i czy może coś chlapnął po pijanemu. [głowacki] Dzisiejsza Polska to jest kraj, z którego trzeba uciekać i to nie dlatego, że się komuś grunt pali pod nogami czy że nie ma co żreć. Z tego kraju trzeba uciekać, bo wstyd, bo życie tu nie ma sensu. [lupa] Od pewnego czasu myślę, że jestem co najwyżej z Polski. Nie mówię, że jestem Polakiem, bo mnie to w ogóle nie interesuje, w tej obecnie obowiązującej definicji… W takim zestawie bycia Polakiem ja się nie mieszczę. [chyra] Czy PiS swoim kultem „żołnierzy wyklętych” naprawdę przekonał ludzi do tego, że w epoce arsenałów jądrowych i rakiet dalekiego zasięgu należy krzewić wsród dzieci przekonanie, że warto być mięsem armatnim? [Diduszko-Zyglewska] Mieszkam na wsi, obserwuję ludzi od 30 lat. To się tliło i nagle doszło do głosu. Mówię o takim zaprzaństwie, o narodzie gnuśnym, nacjonalistycznym i antysemickim. O lenistwie, brudzie, wewnętrznym niechlujstwie. [stuhr]
Julia Szypulska Można żyć w samym centrum Warszawy i być prowincjuszem - uważają Anna i Tomasz Sekielscy, którzy pięć lat temu opuścili stolicę i zamieszkali nad Bugiem. Zakochali się w Podlasiu wiele lat temu i nadal są pod wpływem uroków regionu. - Co robi w Drohiczynie znany i wielokrotnie nagradzany dziennikarz, gwiazda „Faktów” i autor licznych programów publicystycznych? Tomasz Sekielski: - Mieszkamy, żyjemy, pracujemy, podziwiamy piękno Podlasia - Jaka była historia przeprowadzki? Dlaczego porzuciliście tzw. wielki świat? - Mieszkamy nad Bugiem już ponad 5 lat. Nasze zauroczenie Podlasiem jest znacznie dłuższe. Przyjeżdżaliśmy na wakacje do malowniczej wsi -Mętna - położonej pod Mielnikiem. Przyjeżdżaliśmy coraz częściej i częściej. Pewnego dnia nasz przyjaciel pokazał nam działkę na sprzedaż pod Drohiczynem. I nagle olśnienie… przeprowadźmy się! Przez pół roku zastanawialiśmy i analizowaliśmy nasze plany i nasze życie. Okazało się, że działka jest nadal na sprzedaż, wtedy podjęliśmy szybką decyzję: kupujemy ziemię, budujemy dom, przeprowadzamy się. - Kto bardziej chciał się przeprowadzić, pan czy pani? Dzieci nie protestowały? Anna Sekielska: - To była nasza wspólna, rodzinna decyzja. - Jak państwo sobie radzą z dala od przyjemności i wygód wielkiego miasta? Czy nie mieliście obaw, że wyprowadzając się na - jakby niektórzy określili - głęboką prowincję pozbawiają państwo dzieci pewnych szans? - Nie zgodzę się, że pozbawiliśmy dzieci przyjemności i wygód wielkiego miasta. Do kina, do Siedlec, mamy 40 minut drogi na skróty. To mniej więcej tyle samo czasu co w Warszawie stojąc w korkach. - Jak budowaliśmy dom, mieszkaliśmy pod Mielnikiem i codziennie dowoziłam dzieci do szkoły do Drohiczyna. Nasz znajomy zapytała, ile czasu mi to zajmuje, odpowiedziałam - 30 min. A ile masz kilometrów? Ja na to: 30. Odpowiedział, że jego syn ma tylko 10 km do szkoły, ale z powodu korków zajmuje im to prawie godzinę. - Nie zgodzę się też, że pozbawiliśmy dzieci szans na rozwój. Córka naszych znajomych z Siemiatycz jest prawnikiem. Mieszka i pracuje w Barcelonie. Można? Można, tylko trzeba chcieć. I miejsce zamieszkania nie ma tu znaczenia. Prowincja to stan umysłu, a nie miejsce zamieszkania. Można żyć w samym centrum Warszawy i być prowincjuszem. Nasza przyjaciółka Joasia Kryńska - gwiazda TVN24 pochodzi z Siemiatycz. Moglibyśmy długo wymieniać przykłady ludzi, którzy pochodzą z okolicznych małych miejscowości i którzy odnieśli zawodowy sukces wykraczający poza Podlasie. - Jak wypadło zetknięcie z miejscowymi, mają już państwa za swoich? - Zanim przeprowadziliśmy się tu na stałe, przez kilka lat przyjeżdżaliśmy na Podlasie. Już przed przeprowadzką mieliśmy tutaj znajomych i przyjaciół. Zresztą, kilka lat przed nami, z Kujaw przenieśli się tutaj moi rodzice, którzy też zakochali się w Podlasiu. Archiwum prywatne Anna Sekielska bardzo lubi przebywać w towarzystwie swoich zwierzaków. Rodzina hoduje 6 psów, 4 koty, królika, kameleona i mnóstwo gołębi. - Jakie są plusy i minusy mieszkania na Podlasiu? - Dla mnie największym plusem jest przyroda, cisza i spokój. I oczywiście fakt, że mieszkamy w domu, a nie w bloku i możemy mieć dużo zwierząt. - To prawda. Jesteśmy zwierzoholikami. Mamy 6 psów, 4 koty, królika, kameleona i mnóstwo gołębi. A minusy? A. S.: - Trzeba mieć auto, bo PKS kursuje tylko kilka razy dziennie. - Czy po przeprowadzce tempo państwa życia zwolniło? Mam wrażenie, że nie do końca, bo ciągle jesteście zapracowanymi ludźmi. - To prawda. Dużo się u nas teraz dzieje. Rozpocząłem współpracę z Nowa TV, prowadzę swój autorski program Teraz Ja (niedziela Przygotowujemy też serial dokumentalny pt. Teoria spisku. W październiku wyszła moja najnowsza powieść pt. „Zapach suszy”. Jeżdżę po Polsce na spotkania z czytelnikami. Żona prowadzi nasze wydawnictwo Od deski do deski. A hobbystycznie oprowadza wycieczki. - To prawda . Jestem przewodnikiem PTTK po województwie podlaskim. Uwielbiam historię, a historia Podlasia jest wyjątkowo ciekawa. Coraz więcej ludzi odkrywa piękno naszego regionu. Z roku na rok jest więcej wycieczek i turystów indywidualnych. Każdy z naszych znajomych, który przyjechał w odwiedziny, wracał zauroczony. A my mamy farta, bo tu mieszkamy na stałe. Nasza przyjaciółka Joasia Kryńska - gwiazda TVN24 pochodzi z Siemiatycz. Moglibyśmy długo wymieniać przykłady ludzi, którzy pochodzą z okolicznych małych miejscowości i którzy odnieśli zawodowy sukces wykraczający poza Podlasie - Zadebiutował pan jako pisarz w 2012 r. powieścią „Sejf”, której akcja dzieje się na Podlasiu. Z czasem powstały kolejne jej części, a nawet nowa seria. Czy to Podlasie pana zainspirowało do pisania? - Tak. Na pomysł „Sejfu” wpadłem będąc w uroczysku Koterka na granicy polsko-białoruskiej. Na bagnach stoi tam malutka cerkiew, a obok niej znajduje się staw. Natychmiast wyobraziłem sobie pływającego w niej trupa. I tak to się zaczęło. Zgodnie z radami Stephena Kinga, zawartych w książce „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika”, opisywałem miejsca, które dobrze znam. W pierwszej części „Sejfu” było to Podlasie, natomiast w najnowszej książce „Zapach suszy” akcję umieściłem w moich rodzinnych stronach - na Kujawach.
Posted on November 12, 2017 by Tootthie wysłałam list polecony priorytetowy na drugi koniec świata, czyli z Wrocławia do Warszawy. Tak blisko, a tak daleko. Poczta Polska zawsze na propsie, przesyłka z Wro do takiego Amsterdamu (nie ma takiego miasta jak Amsterdam, jest Andrychów) czy Krakowa (z Polski C do Polski D) idzie dwa dni, no to do Polski A też będzie szło tyle samo, nie? smutnym doświadczeniem obserwowania transportu przesyłki do Australii kajakiem, specjalnie zaznaczyłam opcję “priorytet” i za taką usługę też zapłaciłam. Po 5 (słownie: pięciu) dniach okazało się, iż przesyłki niet u adresata. Przesyłka poof. Innymi słowy – wcięło. A podobno priorytet idzie max 3 dni, po 4 można reklamować. Ale cierpliwość to cnota. Poczekamy. Czekamy i czekamy, po 10 dniach stwierdzam, że dość i człapię z moim skręconym kręgosłupem do lokalnego oddziału Poczty. Super przygoda, dzięki! Generalnie oddział mam super fajny i panie są fantastyczne. Poza jedną i oczywiście na nią trafiłam tego dnia. Oh well. Wyłuszczyłam pani jaki mam problem, powiedziałam grzecznie że chcę znaleźć swoją przesyłkę, na co pani popatrzyła na mnie z obrzydzeniem (klient roszczeniowy, jeszcze jakie wymagania ma! ONA ma coś zrobić?!?) i walnęła mi między oczy. Oralnie, żeby nie było, rzucając: – A to pani se nie sprawdziła? Se rzuciło mną o ścianę. Odzyskanie mowy i podniesienie szczęki z podłogi zajęło mi dobre 3 sekundy. Reset mózgu. Jeśli “se” przyszłam na pocztę, to albo “se” nie sprawdziłam albo “se” stwierdziłam, że jeśli po 10 dniach przesyłka jest w transporcie, to raczej nie rozmawiamy o priorytecie. A że polecona, to chyba pani na poczcie może “se” sprawdzić gdzie ona jest dokładniej niż ja, nie? Streściłam to pani miłym tonem, dorzucając że wiem, że nawala oddział w Warszawie, a nie one. Bo to akurat prawda, na tamten oddział są wiecznie skargi. Taka będę miła, a co, kij i marchewka. – No to ja nie wiem czego pani ode mnie chce. Ja se mogę sprawdzić gdzie ona jest, ale korzystam z tego samego systemu co pani. Nie bedę ukrywać, zaczął mnie trafiać szlag. Wdech, wydech. – Dobrze, to chcę złożyć reklamację. – Se pani może złożyć oczywiście, proszę wypełnić druczek i złożyć. I tak “se” patrzymy głęboko w oczy – pani okienkowa na poczcie z wyraźnym fochem, że ją do roboto gonio, ja z podniesionym ciśnieniem i przekonaniem, że skoro płacę to mam prawo oczekiwać wykonania usługi, ba – nawet mam prawo zapytać czemu jeszcze nie jest to załatwione. Wkurw się rodzi, ale do posłańców się nie strzela więc nie będę robić obory we Wrocku skoro nawala Warszafka. Chill. No i tak patrzymy sobie w oczy i patrzymy, czas mija, kolejka za mna rośnie… Złamałam się pierwsza: – No to…poproszę druczek reklamacji? – rzuciłam w wyraźnym “d’oh?” w tonie. Wiedziałam, no po prostu wiedziałam co nastąpi po mojej prośbie. Pani się odęła, dwa razy fuknęła, nabrała pięknego czerwonego koloru na twarzy i rzuciła: – Pani se wejdzie na stronę i pani se wydrukuje. Popatrzyłam pani głęboko w oczy, w myślach wybierając między opcją “to se teraz zawołam kierownika oddziału i zrobię jednak oborę” a “tak bardzo potrzebuję teraz mojego kocyka, chcę być ludzkim burrito.” Wygrała opcja “wyjdź zanim powiesz pani co o niej myślisz, i tak nie dotrze, tylko zedrzesz sobie gardło.” Kolejny raz potwierdziło się, że nie jestem kompatybilna z pewnym typem Poczto Polska, se to możecie nie lecieć w kulki. Se weźcie ogarnijcie wsparcie klienta, bo choć już nasz klient to nie nasz pan, to se możecie skoczyć z taką obsługą i pewne standardy trzeba mieć. Twierdzicie, że druczki reklamacji są dostępne w każdym oddziale. Nie są? Nie bój żaby, “se” złożę taki online. Tylko że “eReklamacje” (serio??) nie działają pod Chrome, przynajmniej u mnie. Nie oszukujmy się – jak “se” wydrukuję i “se” złożę w oddziale, to pani fochowa tę reklamacje “se” wyrzuci do kosza. Ale jestem ogarem, to tacy jak Wy sprawiają, że mam zainstalowane trzy różne przeglądarki – nie działa pod Chrome, działa pod Firefoxem. Doszłam do fragmentu “przyczyna reklamacji” i nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Otóż po wyborze opcji “zaginięcie” lub “opóźnienie w dostarczeniu” obowiązkowym polem jest “opis przyczyny”. I teraz zastanawiam się czy napisać “bo na ten oddział było ileś skarg i nic z tym nie robicie więc “se” lecą w kulki” czy “you tell me”? Skąd *ja* mam wiedzieć czmu *Wy* nie dostarczyliście listu?Mam, droga Poczto, kilka pytań. Czym transportujecie listy ze świata do Warszawy skoro idą dłużej niż do/ze Stanów? Stany na innym kontynencie, a nie Stanin koło Siedlec, żeby nie było. Szybciej dostałam przesyłkę z Azji (to też nie w Polsce jakby co). Biją Was nawet gołębie pocztowe. Jedyna firma, którą Wy bijecie, to PostNL, które do dziś nie dostarczyło moich kartek pocztowych sprzed 4 lat. Listy z Egiptu szły jak krew z nosa, a i tak przyszły szybciej. Czy Warszawa jest na innej planecie? Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć jaka czarna dziura jest w punkcie UP Warszawa 119, iż przesyłki się dematerializują? Będę wdzięczna.
polska to stan umyslu